O tym jak uczyłam angielskiego w Wietnamie

 

O tym jak uczyłam angielskiego w Wietnamie

W Hanoi w Wietnamie uczyłam  przez trzy lata, od 2009 do 2012 roku. Nadal utrzymuję kontakty z zaprzyjaźnionymi lektorami i przed napisaniem tego tekstu sprawdzałam, co się zmieniło w warunkach nauczania i zatrudniania lektorów angielskiego. Okazało się, że w sumie niewiele.

Jak już wcześniej pisałam (link tutaj), Azja Południowo – Wschodnia, a szczególnie Wietnam i Tajlandia są jednymi z najlepszych krajów do rozpoczynania kariery nauczyciela angielskiego przez non-native speakera. Dowiedziałam się od Was, że Chiny są w tej chwili bardzo dobrym do tego miejscem, może nawet łatwiej znaleźć tam prace niż w Wietnamie.

Jakie trzeba mieć kwalifikacje?

Zależy od Was. Jeśli zamierzacie pracować na czarno, to żadnych. Cały urok Azji polega na tym, że tutaj prawie wszystko jest możliwe, bo wiele zasad i przepisów można z łatwością obejść.

Praca na czarno

Jeżeli zdecydujecie się na pracę na czarno, niepotrzebne Wam będą żadne formalnie potwierdzone kwalifikacje. Wiele instytucji zatrudni Was tylko ze względu na „wygląd native speakera” (więcej napisałam, o tym tutaj). Oczywiście wtedy możecie trafić do szkół mniej renomowanych. Jeżeli jednak zdecydujecie się na takie rozwiązanie, będziecie mieszkać w Wietnamie na wizie turystycznej, a żeby ją odnawiać, będziecie musieli co  trzy miesiące przekraczać granicę, czyli robić tak zwany „visa run”.

Możecie też próbować korzystać z rozmaitych agencji wizowych, z których korzystali niektórzy moi znajomi. Wiza turystyczna jednokrotnego wjazdu na 3 miesiące to koszt około 55 USD (agencja + stamping fee na lotnisku), biznesowa wiza na rok to około 450 USD +  130 USD stamping fee).

Praca legalna

Trzy lata pracowałam w Apollo English, które wtedy było związane z siecią szkół International House. Żeby dla nich pracować, należało spełnić następujące warunki: mieć uprawnienia do uczenia angielskiego (preferowano Celtę albo CertTESOL), posiadać wyższe wykształcenie (oryginalny dyplom z tłumaczeniem przysięgłym będzie weryfikowany za pośrednictwem polskiej ambasady, jeśli studiowaliście w Polsce), przedstawić zaświadczenie o niekaralności w Polsce (wraz z tłumaczeniem przysięgłym na angielski), no i poddać się w Wietnamie badaniom lekarskim (badania krwi, rentgen).

Była to moja pierwsza praca za granicą, bez żadnego doświadczenia po Celcie. Miałam jednak tę przewagę nad innymi kandydatami, że w czasie ubiegania się o pracę byłam w Wietnamie i pracodawca nie musiał ponosić kosztów mojej podróży. O tym jak dostałam tę pracę możecie przeczytać tutaj. Kilkoro z Was poinformowało mnie, że sytuacja w Wietnamie się obecnie pogorszyła pogorszyła i ze względu na ogromną konkurencje coraz trudniej o pracę. Dlatego warto jednak mieć odpowiednie kwalifikacje.

Legalnie czy nie? Co się bardziej opłaca?

Jeśli jesteście backpackerami chwilowo uczącymi angielskiego, aby zarobić na dalsze podróże, praca na czarno będzie pewnie dla was dobrym rozwiązaniem. Jeśli natomiast, jak ja, wiążecie swą przyszłość z nauczaniem angielskiego, warto zainwestować w odpowiednie kwalifikacje. Szczegóły o Celcie opisałam w dwóch poprzednich tekstach, do których link znajdziecie na końcu tego artykułu. Najważniejszym powodem jest fakt, że dla renomowanych szkół doświadczenie przed Celtą się nie liczy. Dostałam ostatnio kilka maili od osób, które sporo lat uczyły angielskiego w różnych krajach Azji bez kwalifikacji, a teraz chciały przenieść się na Bliski Wschód. Miały wiele lat doświadczenia, które niestety nie zostało uznane, bo w Dubaju czy Arabii Saudyjskiej panują sztywne zasady. Wszystkie uprawnienia i dokumenty weryfikowane są aż do bólu, a poprzeczka postawiona jest wysoko ze względu na dużą konkurencję. Moje doświadczenia z pracy w Arabii Saudyjskiej opisałam tutaj.

Kontrakty i płace

Kiedy zaczynałam w 2009 roku mój pierwszy sześciomiesięczny kontrakt, zarabiałam nieco ponad 1400 USD brutto (podatek 20%). Szkoła pokrywała koszty ubezpieczenia zdrowotnego, ale tylko w razie hospitalizacji, co zresztą bardzo mi się przydało, kiedy potrącił mnie motor i musiałam  spędzić noc w szpitalu. Bez ubezpieczenia kosztowałoby mnie to 1500 USD.

Szkoła pokryła także koszty moich wiz i załatwiła wszystkie sprawy związane z legalizacją pobytu. Najpierw dostałam kilka wiz na pół roku, a ostatnią na rok. Dużym minusem był brak płatnego urlopu, zaletą natomiast możliwość robienia dodatkowych kursów i kwalifikacji. Miałam dzięki temu okazję zrobić IH Certificate in Teaching Young Learners and Teenagers, który bardzo mi się przydał. Regularnie organizowane były ponadto warsztaty dokształcające. Moja pensja zwiększała się wraz z nabywanym doświadczeniem. Pod koniec zarabiałam 1700 USD  brutto. Napisaliście, że teraz płace wzrosły i za kontrakt full-time można oczekiwać co najmniej 1900 USD. Jeśli wolicie pracować na godziny, to obecna stawka godzinowa wynosi 20 USD.

Koszty utrzymania

Zarobki pozwalały na przyjemny styl życia. Jadałam głównie w restauracjach i choć niczego sobie nie odmawiałam, na koncie zbierały się oszczędności. Na czynsz wydacie co najmniej 300 USD miesięcznie,  na wyżywienie spokojnie wystarczy 200 USD. Wynajęcie skutera to jakieś 40 – 50 dolarów miesięcznie, półautomatyczne są tańsze niż całkiem automatyczne. Więcej o aktualnych cenach można dowiedzieć się tutaj, a kurs wietnamskiego donga jest tutaj.

British Council płaci lepiej. W tamtym czasie około 2500 USD miesięcznie. Do tego płatne wakacje, pełne ubezpieczenie zdrowotne i przeloty na początku i na zakończenie kontraktu. Jeszcze lepiej zarabia się na uniwersytetach, ale wtedy trzeba mieć co najmniej Deltę albo magistra w TESOL. Na uniwersytetach ciężej jest też się przebić non-native speakerom.

Rozkład zajęć / uczenie dorosłych i dzieci

Na pełny etat uczyłam dwadzieścia dwie godziny w tygodniu, z czego dwanaście to były zajęcia z dziećmi i młodzieżą, a pozostałe dziesięć – dorośli. Celta nie przygotowuje do uczenia dzieci, więc z początku musiałam improwizować i obserwować bardziej doświadczonych nauczycieli.

Nasze weekendy nie przypadały w soboty i niedziele, gdyż były to najpracowitsze dni, kiedy uczyliśmy po sześć godzin dziennie. Pod koniec dnia byliśmy oczywiście wykończeni. W tygodniu natomiast uczyliśmy od 17:00 do 22:00. Dopiero po kilku miesiącach zdecydowałam się na uczenie tak zwanych „kindy classes”, czyli dzieci od 4-6 lat. Nie wszyscy nauczyciele się na nie decydowali, ale dla mnie była to świetna zabawa. Zwłaszcza, że wietnamskie dzieci są przeurocze i znacznie bardziej zdyscyplinowane niż w Europie. Na dodatek w „kindy” klasach na dwanaścioro uczniów przypadał jeden nauczyciel i dwie asystentki. W klasach ze starszymi dziećmi było 18 uczniów i jedna asystentka. Początkującym klasom dla dorosłych też towarzyszyła jedna asystentka, żeby w razie kłopotów tłumaczyć, choć rzadko się z tego korzystało.

Uczniowie

Nauczyciele cieszą się w Wietnamie ogromnym poważaniem, więc nie doświadcza się żadnych problemów, jak na przykład na Bliskim Wschodzie, gdzie nauczyciele nie zawsze traktowani są z szacunkiem. Szczególnie, jeśli kobiety uczą mężczyzn.

Wietnamczycy na północy są mniej wylewni od ich rodaków z południa. Z początku zanim uczniowie przyzwyczają się do nowego nauczyciela, mogą wydawać się cisi i nieśmiali, ale z czasem nabierają pewności siebie. Rzadko się zdarza, żeby zwrócili się wprost do nauczyciela, jeśli nie podoba im się kurs. Aby uniknąć nieprzyjemnej sytuacji i „utraty twarzy”, czyli zawstydzenia i negatywnych emocji, uczniowie wolą zgłaszać oficjalne zażalenia bezpośrednio do przełożonych. Na szczęście mnie to się nigdy nie przytrafiło, ale był to w szkole duży problem. Jeśli uczeń złoży formalne zażalenie, nauczyciel jest obserwowany i jeśli w ciągu dwóch obserwacji nie zrobi postępów, może stracić pracę.

Sajgon czy Hanoi?

Non-native speakerom bez doświadczenia łatwiej załapać się w renomowanej szkole w Hanoi, ponieważ na pierwszy rzut oka wydaje się ono mniej atrakcyjne od Sajgonu. Dlatego mniej nauczycieli chce tu pracować. Ze względów historycznych mieszkańcy Sajgonu mieli więcej styczności z Amerykanami, ich poziom angielskiego jest wyższy niż na północy. Jest to jeszcze jeden powód, dla którego w Ho Chi Minh preferowani są  native speakerzy. Choć klimat w Hanoi jest czasem trudny do wytrzymania i nie ma tu aż tylu rozrywek, co w Sajgonie, stolica Wietnamu jest niezmiernie urokliwa i dobrze się w niej mieszka.

Jeśli macie pytania, byłoby świetnie gdybyście zamiast pisać do mnie na priv, umieścili je w komentarzach tak, żeby wszyscy zainteresowani mogli skorzystać z naszej dyskusji. Oczywiście jest to tylko sugestia i jeśli wolicie, piszcie maile:) Jeśli pracujecie albo pracowaliście w Wietnamie i chcielibyście się podzielić doświadczeniami, zapraszamy do wpisów gościnnych. Z góry dziękujemy za pomoc!

 Inne artykuły z cyklu o uczeniu za granicą:

ZRÓB CELTĘ I ZWIEDZAJ ŚWIAT!

JAK ZROBIĆ CELTĘ BEZ STRESU? 

Jak zostałam nauczycielką muzyki w Emiratach (Magda Marcinkowska)

Siedem powodów, żeby pozbyć się kompleksu non-native speakera

Wyjazd do Meksyku to najcudowniejsze, co mnie spotkało! (Gabriela Głogowska)

Jak znaleźć pierwszą pracę jako nauczyciel angielskiego za granicą?

Jak znalazłam pracę w szkole językowej w Wietnamie

O tym jak uczyłam angielskiego w Arabii Saudyjskiej

Uczę niemieckiego w Meksyku (Magdalena Surowiec)