Wywiad z Sadeemką, Ślązaczką, która przeszła na islam

Wywiad z Sadeemką, Ślązaczką, która przeszła na islam

Hanka: Może trochę przewrotnie z mojej strony, ale nie obejdzie się od wyświechtanego pytania: czy mąż zmusił Cię do przejścia na islam? (śmiech)

Sadeemka: Kiedy oficjalnie przeszłam na islam byłam żoną muzułmanina, Brytyjczyka pakistańskiego pochodzenia. Z początku cieszył się z mojej decyzji. Potem jednak okazało się, że podchodzę do wiary poważniej od niego. Mąż urodził się i wychował w Wielkiej Brytanii, myślę, że dlatego, choć był wierzący, nie praktykował. Ja, natomiast, zmieniłam religię po to, żeby praktykować od serca i coraz głębiej poznawać islam. Nie byłam gotowa na żadne kompromisy. Można powiedzieć, że zmiana religii była jedną z przyczyn naszego rozwodu. Znam muzułmańskie rodziny, które cieszyły się, że ich synowa wypowiedziała Szahadę (muzułmańskie wyznanie wiary) jedynie dla pozorów. Dzięki temu nikt im się potem nie wymądrzał, że nie ma zamiaru robić tego i owego, jak w moim przypadku. Zdarzało się, że zwracałam im uwagę, że to co praktykują nie jest islamem, a tylko pakistańskimi naleciałościami kulturowymi.

Udało Ci się ich przekonać?

I tak i nie. Przyznawali mi rację, ale i tak dalej robili swoje, to znaczy kultywowali własne tradycje. Fakt, że różnica między religią i kulturą jest często bardzo cienka i trudna do zdefiniowania. Problem pojawia się wtedy, gdy zalecenia religijne znacznie odbiegają od tego, co praktykuje się w danym kręgu kulturowym.

Jeśli nie małżeństwo, to w takim razie, co skłoniło Cię do zmiany religii?

Pochodzę z Górnego Śląska i z katolickiej rodziny. Moja babcia była zawsze bardzo praktykująca. Zawsze wierzyłam w Boga, ale nie praktykowałam. To znaczy chodziłam do kościoła, bo chciałam, a czasem, dlatego że zmuszała mnie do tego rodzina. Modliłam się, też czasami po swojemu, bo bardziej odpowiadały mi szczere rozmowy z Bogiem niż wyuczone modlitwy. Gdy osiem lat temu próbowałam na poważnie zacząć praktykować katolicyzm, odkryłam, że tak naprawdę go nie rozumiałam. Nie pojmowałam koncepcji Trójcy Świętej, a kiedy zaczęłam zadawać niewygodne pytania, żaden ksiądz nie umiał mi na nie odpowiedzieć. Im bardziej dociekałam, tym bardziej duchowni katoliccy się irytowali. Z perspektywy czasu uważam, że to przede wszystkim brak otwartości wielu katolickich księży przyczynia się do tego, że coraz więcej osób idzie szukać odpowiedzi gdzie indziej. W islamie jest odwrotnie, można o wszystko pytać i na wszystko dostać odpowiedź. Czasem żartuję, że księża powinni się tego rodzaju dyskusji nauczyć od muzułmańskich uczonych, dużo by na tym zyskali.

W Koranie znalazłaś odpowiedzi na nurtujące Cię pytania?

Koran urzekł mnie swoją przejrzystością, bo jest w nim jasno i wyraźnie napisane, co robić i jak żyć, by Bóg był z nas zadowolony. Nie należę do osób, które ślepo stosują się do nakazów religijnych. Najpierw muszę poznać przyczynę, dlatego zadaję trudne pytania. Islam jest otwarty na dogłębną, merytoryczną dyskusję. Bardzo mi się to podoba.

Jak długo jesteś muzułmanką?

Gdy miałam osiemnaście lat, wyemigrowałam do Wielkiej Brytanii, gdzie po raz pierwszy zetknęłam się z islamem. Zaciekawiło mnie, o co chodzi z tymi dziwnymi ludźmi ubranymi w koce (śmiech). Przez pierwsze dwa lata dużo się uczyłam, czytałam Koran, słuchałam wykładów i uczestniczyłam w dyskusjach. Chciałam mieć pewność, że dokonuję właściwego wyboru. Od razu miałam ochotę zacząć nosić chustę (hidżab), ale byłam zbyt nieśmiała. Odważyłam się dopiero po roku, a gdy sześć lat temu wyrecytowałam Szahadę (muzułmańskie wyznanie wiary), oficjalnie zostałam muzułmanką.

Twoja mama również przeszła na islam, czy Ty ją do tego przekonałaś?

To jest zabawna i zarazem nieprawdopodobna historia. Obie mieszkałyśmy wtedy w Wielkiej Brytanii, ale w innych miastach i nie często się widywałyśmy. Okazało się, że w podobnym czasie obie zaczęłyśmy interesować się islamem i czytać Koran. Jednak dopiero po tym, jak wypowiedziałyśmy Szahadę, powiadomiłyśmy się nawzajem o naszej decyzji. Było to dla mnie ogromne zaskoczenie, ale szczerze mówiąc kamień spadł mi z serca. Mogłam mieć pewność, że mama nie będzie mnie dręczyć z powodu zmiany religii (śmiech).

Byli tacy, którzy Cię z tego powodu dręczyli?

Może nie dręczyli, ale są tacy, którzy nie pochwalają mojej decyzji. Zmienił się mój światopogląd i podejście do życia, dla większości jest to nie do zaakceptowania. Jedni mówią, że nie zaakceptują, „bo nie i już” (śmiech), inni do końca nie wiedzą, jak mają się odnaleźć w tej nowej sytuacji. Z wieloma osobami przestaliśmy nadawać na podobnych falach, więc sporo relacji ochłodziło się.

Jeśli nie Ty, to co skłoniło mamę do zostanie muzułmanką?

Po zapoznaniu się z Koranem, mama stwierdziła, że islam opiera się na przekonaniach religijnych, z którymi ona zgadzała się całe życie. Jakby nieświadomie, więc od zawsze była muzułmanką.

Czyli również nie mąż?

Niestety nie (śmiech).

Jaka była reakcja Twojej babci?

Nie jest zachwycona, ale nadal rozmawiamy.

Powiedziałaś, że nie było Ci się trudno dostosować do wymagań nowej religii, ponieważ jeszcze niecałe dwa pokolenia temu kultura śląskiego społeczeństwa, nie różniła się zbytnio od muzułmańskiej. Mogłabyś więcej o tym opowiedzieć?

Jakieś pięćdziesiąt lat temu, jeszcze w latach siedemdziesiątych, religia na Śląsku stanowiła bardzo istotną część codziennego życia. W Rudzie Śląskiej, skąd pochodzę, nikt nie wstydził się praktykować religii z całego serca, wręcz przeciwnie taka była norma. Tego właśnie oczekiwała rodzina. Przed każdym posiłkiem należało się pomodlić, inaczej można było oberwać od rodzica, czy starszego krewnego (śmiech).

Na Śląsku obowiązywał tradycyjny podział ról, ojciec był głową rodziny w pełnym tego słowa znaczeniu. Jeśli córka przyprowadziła kandydata na męża, który nie przypadł mu do gustu, sprawa była przegrana. Od mężatek oczekiwało się, żeby zakrywały włosy chustą i skromnie się ubierały, jak przystało na kobietę z dobrego domu. Popularne były długie suknie, bo nie wypadało, aby mężatka zwracała na siebie uwagę. Po ślubie rola kobiety często ograniczała się do dbania o dom i dzieci, przy czym zajęcie to nie było uznawane za ujmę na honorze. Nikt nie zarzucał jej, że robi “tylko tyle”, bo obowiązek utrzymywania rodziny spoczywał na mężczyźnie, tak jak w islamie. Kobiety spędzały czas wolny w gronie sióstr i ciotek, spotykały się na pogaduchy, wymieniały się poradami. Większość rodzin była wielodzietna, towarzystwa, zatem, nie brakowało.

Ale Ty masz dwadzieścia sześć lat, więc tamte czasy znasz jedynie z opowiadań mamy i babci. Teraz życie na Śląsku się zmieniło.

To prawda, ale do dziś wielu Ślązaków jest konserwatywnych i religijnych. Do dziś przed zjazdem “na dół” do kopalni, prosi się o wstawiennictwo św. Barbarę, opiekunkę górników i patronkę ciężkiej pracy. Obowiązkowo żegnają się przy tym znakiem krzyża. Obchodzona 4 grudnia Barbórka jest bardzo uroczystym świętem. Słowo „Bóg” często pojawia się w potocznym języku, na przykład “daj Boże”, “bój się Boga”, “z Bogiem”. Czy aż tak bardzo różni się to od muzułmańskiego “inszallaah” (Jeśli Bóg pozwoli), “astaghfirullah” (wybacz Boże, to takie bój się Boga, ale do samego siebie, już po fakcie) czy “Allaah Hafiz” (zwrotu używanego na pożegnanie znaczącego „Niech Cię Bóg ma w opiece”)? Myślę, że nie bardzo.

Wydaje mi się, że życie codzienne osoby praktykującej na poważnie będzie miało pewne cechy wspólne niezależnie od wyznania. Nie jesteśmy aż tak różni. Mało tego, nawet dosyć podobni. Wykonanie może się nieco różnić, ale plan docelowy jest jeden i ten sam: przeżyć to życie jako dobry człowiek i dostać za to nagrodzonym po śmierci.

Czy to znaczy, że z łatwością przyzwyczaiłaś się do nowego stylu życia?

Prawda jest taka, że ludzie często wyolbrzymiają to, czego nie znają. Moim zdaniem aż tak wiele się nie zmieniło. Wierzyłam w Boga, wierzę nadal. Modliłam się, modlę nadal.

Czy Katolik, który praktykuje, nie ma wyrzeczeń? Adwenty, piątkowe posty, zakaz seksu przed ślubem? W religii, którą przyjęłam, nadal kocha się Maryję i Jezusa. Maryję przedstawia się jako jedną z czterech najdoskonalszych kobiet wszech czasów, Jezusa jako wspaniałego proroka. Różnica polega na braku Trójcy Świętej. Co roku pościmy, aby podziękować za to, że Mojżesz wyprowadził Żydów z Egiptu. Wierzymy w to, że Noe zbudował arkę, a kiedy Abraham miał poświęcić syna, Bóg podmienił go na baranka. Wydarzenie to czcimy świętem Id al Adha (Święto Ofiarowania).

Tak jak w religii katolickiej, w islamie rodzice to “rzecz święta”: “Czcij ojca swego i matkę swoją” funkcjonuje w islamie w odwrotnej kolejności (“Najważniejsza po Bogu jest twoja matka, twoja matka, twoja matka, a wtedy twój ojciec”, “Niebo leży u stóp twojej matki”). “Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną” jest praktykowane i nieustannie podkreślane, stąd odrzucenie Trójcy Świętej i modlitwa tylko i wyłącznie do Allaah (Jeden Jedyny Bóg wart czci). Chusta, jak kiedyś na Śląsku, noszona jest po to, by nie zwracać na siebie uwagi. Tak, jak zakonnica swoim ubiorem komunikuje mężczyznom, że nie chce być zaczepiana, tak samo robi to muzułmanka. Obowiązkowa msza, na której słuchamy kazania, odbywa się w piątek zamiast w niedzielę. Codziennie należy się modlić, jak w każdej religii.

Kobiece grono ma się dobrze, rodziny są wielodzietne, kandydat na męża musi przypaść do gustu rodzinie, a mężatce nie wypada przyciągać uwagi obcych mężczyzn. Przed posiłkiem wymawia się imię Boga. Domem i dziećmi żona zajmuje się bez poczucia ujmy na honorze, jest za to szanowana przez rodzinę. Religia to bardzo istotna część życia codziennego. Zupełnie jak u moich babek i prababek, jak w czasach dzieciństwa mojej matki.

Zdradzisz nam jak się teraz ubierasz?

Noszę chustę i abaję (długi płaszcz nakładany na wierzchnie ubranie), w różnych kolorach, najczęściej ciemnych, bo lubię, choć mam kilka beżowych, białych czy koloru wina. Od roku jestem nindżą (śmiech), tak czasem nazywają mnie dzieci, od kiedy zaczęłam zasłaniać twarz niqabem (zresztą spójrzcie na zdjęcie tytułowe, to właśnie ja). Kiedy chodziłam w chuście, jako Europejka przyciągałam wiele ciekawskich spojrzeń, zwłaszcza ze strony azjatyckich emigrantów, muzułmanów, dla których biała twarz i niebieskie oczy to pożądany kanon piękna, coś jak opalenizna u nas. Odkąd zakrywam twarz, stałam się niewidzialna, nikt nie zwraca już na mnie uwagi, babcie nie przewracają już regałów w sklepie zagapiwszy się na mnie (śmiech).

Początkowo mój mąż nie wiedział, że poza domem zaczęłam zakrywać twarz, więc był zaskoczony. Potem, w ramach wsparcia, starał się przekonać i mnie i siebie, że ładnie wyglądam (śmiech). Teraz chyba nawet jest ze mnie na swój sposób dumny, ale nie gwarantuję (śmiech). Więcej o moich doświadczeniach i przemyśleniach na temat niqabu napisałam w tekście “Za zasłoną” na portalu Polki na Obczyźnie.

A mama?

Moja mama zakrywa się czasem chustą, czasem turbanem. Bardzo modnie i stylowo, ale ona już od dłuższego czasu miała styl, który bardzo mi się podoba; modny i skromny, zatem dużo nie musiała zmieniać.

Czy wyszłaś powtórnie za mąż?

Tak, ale tym razem długo szukałam odpowiedniego kandydata. W kontaktach międzyludzkich najbardziej cenię sobie szczerość, bo należę do osób, które walą prosto z mostu. Znalazłam męża, który ma podobne podejście do życia, bardzo dobrze się rozumiemy.

Czym zajmujesz się zawodowo?

Jestem nauczycielką edukacji specjalnej, wykształcenie to zdobyłam już po wyjeździe z Polski. Udzielam też lekcji angielskiego dzieciom emigrantów. Chwilowo nie pracuję, ale kiedy mój syn we wrześniu zacznie chodzić do szkoły, zamierzam wrócić do pracy.

Co powiedziałabyś tym osobom, które uważają, że kobiety w islamie nie mają żadnych praw, w najlepszym razie zajmują drugorzędną pozycję? Czujesz się uciskana?

Kobiety mają w islamie wiele praw, mało tego, miały je już ponad tysiąc lat temu, podczas gdy o te same prawa Europejki doprosiły się dopiero wiek lub dwa temu (przykładowo prawo posiadania i dziedziczenia majątku, które przyznano im w Anglii dopiero w 1870 roku). Ludzie lubią wypowiadać się na tematy, o których nie mają zielonego pojęcia, których nie rozumieją albo rozumieją powierzchownie, nie fatygują się, żeby zgłębić temat do końca bez jednostronnych oskarżeń. Czy czuję się uciskana? Mąż nie zamyka mnie w piwnicy, nawet jej nie mamy (śmiech). A tak poważnie to znalazłam sobie inteligentnego faceta z głową na karku, który stara się być dobrym muzułmaninem, więc traktuje mnie i moje zdanie z szacunkiem, decyzje podejmujemy wspólnie. Nie stoję, więc w hierarchii za dziećmi i kozą, jak często piszą mi Polacy (śmiech). Wybacz, musiałam to dodać.

Wielkie dzięki za rozmowę!

Sadeemka prowadzi blog Z Pamiętnika Bridżet Hidżabi oraz publikuje na portalu Polki na Obczyźnie.

Polecamy też: 

Rozmowa o związkach międzykulturowych i tolerancji

Nasz spontaniczny ślub w Tanzanii

Yovo i Brownie. Czy jesteśmy multi-kulti? (wpis gościnny dla portalu Polki na Obczyźnie)

Kwiatek w Beninie. O Polce wspierającej edukację dzieci w Afryce

Nasze życie w Arabii Saudyjskiej było interesujące, przyjemne i bezpieczne.

Osiem najczęściej zadawanych pytań na temat Dubaju.

Ja, żona innowiercy (wpis gościnny dla portalu Polki na Obczyźnie)

Ramadan w Arabii Saudyjskiej, czyli dlaczego post skutkuje przybieraniem na wadze

O podróżach i o tym że życie jest szukaniem

Zrób Celtę i zwiedzaj świat!

Jak znalazłam pracę w szkole językowej w Wietnamie