Przewodnik po Birmie. Dlaczego warto dać szansę Mandalaj?

Przewodnik po Birmie. Dlaczego warto dać szansę Mandalaj?

Do Mandalaj szybko poczułam sentyment, bo przypomina trochę Hanoi, gdzie mieszkaliśmy przez trzy lata. Z tym, że ponad milionowe Mandalaj to miniaturka, której daleko do dzikich, rozwrzeszczanych klaksonami azjatyckich metropolii, jak Bangkok, Sajgon, Delhi czy Lahore. Jest zielone, malownicze i brakuje tylko hanojskich jezior. 

Bez motoru ani rusz

W odróżnieniu od Rangunu, gdzie od 2003 jazda motorem została całkowicie zakazana, w Madalay prawo to jeszcze nie obowiązuje. Na szczęście, bo Azja bez motorów traci swój beztroski czar. Może dlatego w Rangunie czegoś mi brakowało, był jakiś za poważny, zbyt trąciło tam Europą.

W 1948 Birma otrzymała niepodległość. Aby wymazać wspomnienie o brytyjskich kolonizatorach, zmieniono ruch na prawostronny. Zaskakujące, że nadal do ruchu dopuszcza się samochody z kierownicą po lewej jak i prawej stronie. Dla nas było to z początku mylące.

Od razu po przyjeździe wynajęliśmy półautomatyczną Hondę, od Zacha, sympatycznego Amerykanina polecanego przez wielu na TripAdvisorze. Jego  Mandalay Motorbike Rental and Tours  znajduje się na 32 ulicy, niedaleko dworca kolejowego, dwa budynki obok White Lotus Hotel.

Początkowo chcieliśmy wynająć motor w hotelu na trzy dni, ale okazało się, że cena była wyższa, a po drugie nie można było używać motoru przez całą dobę, tylko od 7:00 do 20:00, maksymalnie 21:00. Zach dał nam natomiast całkowitą swobodę, do tego motor był w bardzo dobrym stanie. Płaciliśmy 10.000 kyatów (26 zł) za dobę. Własny środek transportu nie tylko wybawił nas od ciągłego targowania się z taksówkarzami, lecz także pozwolił poczuć się jak na starych śmieciach w Hanoi. Kiedy po całym dniu jeżdżenia motorem wracaliśmy oblepieni piachem i kurzem, czuliśmy się niczym pełnoprawni mieszkańcy Mandalaj. Zresztą chętnie bym się tu kiedyś zatrzymała na rok albo dwa.

Zach ostrzegł nas, że policja poluje na turystów jeżdżących pod prąd jednokierunkowymi ulicami. Jest ich w Manadalaj dużo i łatwo się pomylić. Dlatego przed każdym wyjazdem sprawdzaliśmy trasę w mapach gogle albo  w aplikacji  MAPS.ME, która działa także w trybie offline. Nigdy nie natknęliśmy się na policję. Nawet, gdy wyjeżdżaliśmy poza miasto, na przykład do mostu U Bein.

Zwiedzać czy nie zwiedzać?

 Przewodnik po Birmie. Dlaczego warto dać szansę Mandalaj

Mandalaj, podobnie jak Warszawa, padło ofiarą drugiej wojny światowej. Pierwszych zniszczeń dokonali japońscy okupanci, którzy najpierw urządzili sobie koszary w pałacu Mandalaj, a na koniec go spalili. Reszta miasta legła w gruzach za sprawą alianckich bombardowań. Wojnę przetrwało tylko 40% zabudowań. Dlatego oprócz kilku zbytków, które cudem ocalały, znajdziecie tu nie do końca udane rekonstrukcje budynków z końca zeszłego wieku, jak właśnie Pałac Mandalaj. Wielu turystów traktuje więc miasto głównie jako bazę wypadową do zwiedzania ciekawszych atrakcji w pobliżu, np. Sagaing, Amarapury i Mingun.  Moim zdaniem – niesłusznie, gdyż naprawdę warto tu spędzić dłuższą chwilę  pozwolić, żeby Mandalaj nas oczarowało.

Klasztor Shweinbin czyli perełka ukryta przy kanale

Przewodnik po Birmie. Dlaczego warto dać szansę Mandalaj?

Klasztor Shweinbin, schowany w zacisznym zakątku przy kanale Thinga Yazar, jest często przegapiany przez turystów. Budowę klasztoru sfinansowali ponad sto lat temu chińscy handlarze nefrytami. Wzniesiono go z trwałego drewna tekowego i przetrwał do dziś w całkiem dobrym stanie, choć trzeba przyznać, że niektórym przepięknym rzeźbom i płaskorzeźbom nie zaszkodziłaby renowacja, a przynajmniej  oczyszczenie z kurzu i pajęczyn. Atmosfera w klasztorze jest spokojna, cicha, wręcz kontemplacyjna. Ponad trzydziestu mnichów nadal zamieszkuje skromne domostwa wokół monasteru.

Klasztory Shweinbin i Shwenandaw są zbudowane w tym samym stylu i podonbe jak dwie krople wody. Oba są urokliwe, z tym że w Shweinbin nie płaci się za wstęp i zamiast masy innych zwiedzających, spotkacie tu przede wszystkim medytujących mnichów i dostojne drzewa.

Po zwiedzaniu Shweinbin fajnie jest spędzić kilka leniwych godzin szwendając się po okolicznych uliczkach. Można tu podpatrzyć codzienne życie mniej zamożnych mieszkańców Mandalaj. Gdyby „szopa starej Godam w Mandalay” z piosenki Bajora naprawdę istniała, to wyobrażam ją sobie w jednej z uliczek wzdłuż kanału. Sęk w tym, że Bertolt Brecht, autor tekstu piosenki, nigdy nawet nie był w Birmie, a co dopiero w Mandalaj. Zresztą nie on jeden dał się uwieść pięknie brzmiącej nazwie Mandalaj wywodzącej się od pobliskiego wzgórza. Kipling też nigdy tu nie dotarł, co nie przeszkadzało mu napisać wiersza zatytułowanego „Droga do Mandalaj”, którego spora część stała się . przebojem w wykonaniu Franka Sinatry. O innych atrakcjach informacje dostępne są w necie, więc nie ma co się rozpisywać.

Przewodnik po Birmie. Dlaczego warto dać szansę Mandalaj?

Zachód słońca ze wzgórza Mandalaj jest cudowny, ale przygotujcie się na tłumy. W pobliżu wzgórza znajduje się intrygująca Kuthodaw Pagoda, nie bez kozery zwana największą księgą świata. W 729 malutkich białych świątyniach znajduje się tyle samo kamiennych płyt. Na każdej z nich wyryta jest jedna strona z kanonu palijskiego czyli zbioru świętych pism buddyjskich. Wedle najstarszej tradycji buddyjskiej (therawady), księga zwiera oryginalne nauki Buddy.

Restauracje i kawiarnie

Top Choice

Na 32 ulicy, tej samej co wypożyczalnia motorów, znajdziecie  tradycyjną i tanią jadłodajnię. Wypróbowaliśmy ją, bo Zach powiedział, że często chodzi tam na lunch. Dania są proste, czego przykładem ociekające tłuszczem samosy. Obsługa nie mówi po angielsku, a menu jest tylko po birmańsku. Na szczęście żona Zacha dała nam kartkę z napisem „nie jemy mięsa” i w ten sposób udało nam się dogadać z kelnerem. Dobre żarcie, niestety tłuste i ciężkostrawne. Za bardzo prosty lunch i dwie herbaty zapłaciliśmy 3.200 kyatów (nieco ponad 8 złotych). Był to nasz najtańszy posiłek w Birmie.

Mingalabar Myanmar Restaurant

Wracaliśmy tu kilkukrotnie. Choć w menu dominują danie mięsne, znaleźliśmy też kilka pysznych, tradycyjnych potraw wegeteriańskich. Urocza i biegła w angielskim obsługa chętnie doradzi niezdecydowanym. Miłym dodatkiem jest bezpłatna taca przystawek, ryż i zielona herbata. W rezultacie za bardzo obfity posiłek zapłaciliśmy jedyne 12.000 kyatów (31 złotych) Przy okazji wytłumaczono nam znaczenie birmańskiego powitania Mingalabar. Znaczy ono –  „Życzę Ci pomyślności”. Jest to zdecydowanie nasza ulubiona restauracja w Mandalaj.

SIMPLICITY Organic Food & Bakery

Rodzinna, przydrożna knajpka. Całkiem dobre azjatyckie jedzenie, ale nic nadzwyczajnego. Można wstąpić po drodze do klasztoru Shweinbin.

Marie Min

Było to nasze największe kulinarne rozczarowanie w Mandalaj. Może mieliśmy zbyt wysokie oczekiwania, gdyż ta wegetariańska restauracja ma bardzo dobre opinie w Internecie, możliwe też, że kucharz miał po prostu gorszy dzień. Nie zmienia to faktu, że jest tu drożej niż w innych restauracjach o podobnym standardzie. Poza tym jakość oferowanych potraw jest marna. Szczególnie zawiodło nas pseudo-indyjskie curry, które pozbawione było smaku. Zupa z tofu też pozostawiała wiele do życzenia. Lepiej trzymać się od tej knajpki z daleka. Jeśli w czasie pobytu w Mandalaj zatęsknicie za autentyczną indyjską kuchnią, zajrzyjcie raczej do …

Diamond Ring Pure Vegetarian Indian Restaurant

To miejsce ma w Internecie bardzo różne opinie, jeśli jednak nawet mój mąż Saqib, Pakistańczyk, był zadowolony, to najlepszy dowód, że jedzenie choć proste, było bardzo smaczne. Później zamówiliśmy nawet dostawę do hotelu: kilka pysznych aloo paratha (indyjskich placków nadziewanych ziemniakami). Przydały się jako prowiant na naszą całonocną podróż do Rangunu.

NOVA Coffee

Kawiarnia niczym nie odbiega od europejskich. Jeśli chcecie na chwilę odpocząć od Azji, to tutaj znajdziecie spokojną przystań. Internet jest OK, więc dużo osób przychodzi tu popracować. Można też spędzić kilka godzin czytając kindla. Jedzenie jest smaczne . A szczególnym powodzeniem cieszą się mleczne koktajle z mango, podawane w fikuśnych szklankach-żarówkach. Takie bajery odbijają się oczywiście na cenie.

Noclegi

Zabukowaliśmy trzy noce w hotelu Yadanarbon Mandalay . Standard miał być wysoki, cena przystępna (28 dolarów za noc) gdyż był sierpień, czyli pora deszczowa. Niestety, po przyjeździe okazało się, że w hotelu trwał remont generalny i był hałas nie do zniesienia. Postanowiliśmy przenieść się gdzieś indziej. Recepcjonistka bez problemów zgodziła się zwrócić pieniądze za dwa niewykorzystane noclegi. Gdy będzie już po remoncie, możemy z czystym sumieniem polecić ten hotel. Miła obsługa, ładne pokoje, dobre śniadanie i wygodna lokalizacja.

Na nasz następny hotel wybrałam 79 Living Hotel  znajdujący się w znacznie bardziej nieuporządkowanej dzielnicy, tuż koło dworca kolejowego. Standard był niższy, raczej backpackerski. Pokój był mały, ale czysty Noc kosztowała 20 dolarów. Śniadania jak za tę cenę bardzo  przyzwoite. Jeśli macie ochotę zobaczyć tę bardziej rozwrzeszczaną stronę Mandalaj, to szukajcie właśnie tutaj, koło dworca. Byłam zachwycona, Saqib mniej :). Położenie było super. W samym centrum, wszędzie blisko.

Transport do Rangunu

Nocnym autobusem z Mandalaj do Rangunu jedzie się osiem godzin, wyjeżdża się zwykle koło dziesiątej wieczorem. Pojechaliśmy autobusem VIP  firmy „JJ Bus”. Bilety kosztowały po 20 dolarów od osoby, ale były warte każdego centa. Jeszcze nigdy nie jechaliśmy takim luksusowym i nowoczesnym autobusem., nawet  z Singapuru. Przy każdym dużym i wygodnym siedzeniu był zainstalowany mały ekran, tak jak w samolocie, tyle, że wybór filmów był mniejszy. Każdy pasażer dostawał koc, kanapkę, kawę lub herbatę. Podróż przebiegła bardzo sprawnie. Wybudowana w 2010 roku droga ekspresowa z Mandalaj do Rangunu może i nie spełnia międzynarodowych standardów, ale jak na Birmę jest fantastyczna. Bez dziur ani wybojów. Więcej zdjęć z Mandalaj znajdziecie w albumie na Facebooku. A jakie są Wasze wrażenia z Mandalaj?

Mamy też przewodnik po Wyspach Perhentian w Malezji.