Nasze życie w Arabii Saudyjskiej było interesujące, przyjemne i bezpieczne!

Nasze życie w Arabii Saudyjskiej było interesujące, przyjemne i bezpieczne!

Arabia Saudyjska ma wiele twarzy. Najbardziej medialne są te groteskowe. Ale istnieje też ta zwyklejsza i bardziej codzienna strona Arabii.

Przez ostanie trzy lata mieszkałam w mieście Khobar położonym na wschodnim wybrzeżu Arabii niedaleko Bahrajnu. Gdy przyjęłam ofertę pracy nauczycielki angielskiego w Królestwie, niektórzy się zaniepokoili. To, że Europejczycy obawiali się o moje bezpieczeństwo, zupełnie mnie nie dziwiło. Jednak gdy znajomi muzułmanie również zaczęli wróżyć mi początek końca, trudno mi było powstrzymać ironiczny uśmiech. W głębi serca wiedziałam, że żaden kraj nie może mieć samych wad. Poza tym wieloletnie życie na obczyźnie nauczyło mnie podchodzić do wielu spraw z dystansem.

Wizy

Do Arabii nadal nie ma wiz turystycznych. Choć niełatwo się tu dostać, co sprytniejsi podróżnicy wjeżdżają na kilkadziesiąt godzin do Królestwa dzięki wizie tranzytowej. Zadziwiające, że nawet wydawane muzułmanom wizy na pielgrzymkę do Mekki i Medyny są surowo ograniczone tylko do regionów wiodących do tych dwóch miast. Jeśli pielgrzym zboczy z trasy, może zostać deportowany.

Pomimo licznych utrudnień i ograniczeń, w Arabii pracuje ogromna rzesza expatów, czyli bardzo dobrze wykształconych obcokrajowców z całego świata. Jest im tu tak dobrze, że często zostają dłużej niż zamierzali. Cóż, ucieczka ze złotej klatki jest znacznie trudniejsza, niż by się mogło wydawać. Z kilku lat niepostrzeżenie robi się kilkanaście, a w ekstremalnych przypadkach kilkadziesiąt. Nic dziwnego, skoro dla nauczycieli kontrakty są lukratywne, to co dopiero dla inżynierów specjalizujących się w poszukiwaniu i wydobywaniu ropy naftowej, którzy zarabiają niewyobrażalne pieniądze.

Oczywiście niewykształceni robotnicy i służba domowa z Azji i Afryki, to już całkiem inne, przerażające realia. Traktowani są jak niewolnicy, a ich życie nierzadko zamienia się tu w horror. To temat na oddzielny tekst.

Ubiór

Nasze życie w Arabii Saudyjskiej było interesujące, przyjemne i bezpieczne!

Mój pracodawca doradził mi, żebym w podaniu o saudyjski dowód osobisty (iqama) zdeklarowała się jako „chrześcijanka”, gdyż wyznanie to zapewni mi najwięcej swobody. Sugerowane przeze mnie opcje typu „niewierząca” lub „buddystka” w ogóle nie wchodziły w rachubę. Przecież mieszkałam w kraju, gdzie bycie ateistą jest nielegalne, a nawet grozi karą śmierci. Natomiast bycie katoliczką – choćby tylko na papierze – zwalnia mnie z obowiązku zakrywania głowy, z czego się ucieszyłam, bo podczas wizyty w Iranie przymusowe noszenie szalika (hidżabu) potwornie mi przeszkadzało.

Żadne wyznanie nie mogło mnie jednak zwolnić z obowiązku noszenia abai w miejscach publicznych. W ciągu trzech lat miałam dwie. Pierwsza krojem przypominała czarny fartuch lekarski albo lekki płaszczyk. Rękawy miała ozdobione koralikami. Druga była prostą wciąganą przez głowę czarną tuniką. Czułam się w niej jak Harry Potter, jak przystało na mieszkankę Magicznego Królestwa, bo tak właśnie z przekąsem nazywali Arabię mieszkający tam obcokrajowcy.

Niewielu kobietom abaje „zwisały” tak jak mnie. Dla większości była to stylowa część garderoby. Zwiewne koronkowe zaczynały się od tysiąca złotych, a te spod igły znanych projektantek – kosztowały majątek. Ostatnio, kiedy podejście do mody w Arabii się rozluźniło, kolor czarny stał się całkiem passe. Zaczęły królować kolorowe abaje: białe, beżowe, niebieskie, różowe oraz wzorzyste niczym motyle.

Przymus noszenia abai nigdy nie stanowił dla mnie problemu. Zwłaszcza, że często nosiłam ją rozpiętą, narzuconą na ubranie jak płaszcz. Niektóre z moich koleżanek wręcz ją polubiły, bo pod spodem mogły nosić, co chciały. Zdarzało się, że szły na zakupy w piżamie, a jeśli było gorąco, w samej bieliźnie.

Policja obyczajowa

Nigdy nie natknęłam się na tych długobrodych panów bez wąsa stojących na straży moralności, po arabsku mutawa (mutałła). Za to mojego męża Saqiba kilka razy przyszpilili za noszenie zabronionych w królestwie szortów przed kolano. Najkrótsze spodnie dozwolone dla mężczyzn muszą sięgać połowy łydki. Pewnie tylko dzięki temu, że na początku 2016 roku mutawa utraciła prawo do aresztowań, liczne wpadki Saqiba kończyły się jedynie upomnieniami. Paradoksalnie będący muzułmaninem Saqib w Arabii czuł się bardziej zniewolony ode mnie. Fakt, że niektórym moim koleżankom podczas zakupów w galeriach handlowych zdarzało się usłyszeć od obyczajówki, że muszą zakryć głowę, mimo, że były chrześcijankami.

Trzeba w tym miejscu podkreślić, że Khobar, gdzie mieszkaliśmy, leży w części królestwa cieszącej się większą swobodą niż na przykład konserwatywna stolica Rijad. U nas mogliśmy nawet spacerować po nadmorskiej promenadzie (Corniche) trzymając się za ręce, gdyż byliśmy małżeństwem.

Zamknięte osiedla dla obcokrajowców

Nasze życie w Arabii Saudyjskiej było interesujące, przyjemne i bezpieczne!
Nasze osiedle, jedno z mniejszych i gorszych

Standardowo expaci dostają w kontrakcie zakwaterowanie, ubezpieczenie zdrowotne, raz do roku przeloty do domu i około 40 dni urlopu rocznie. Wszystko po to, by zrekompensować niewygody saudyjskiego życia. Moja szkoła ulokowała nas w małym, skromnym, za to bardzo spokojnym osiedlu. Ogrodnicy dokładali wszelkich starań, żeby było zielono i nieustannie kwitły kwiaty. Rosnące wokół basenu palmy daktylowe przyciągały szukające pożywienia ptaki. Dawały one też schronienie przed słońcem i pustynią. Były nie tylko oazą spokoju, ale także terenem, na którym nie obowiązywało prawo szariatu. Dlatego lubiliśmy tam spędzać wolny czas. Mogliśmy się ubierać tak, jak chcieliśmy.

Gdy pierwszy raz mieszkaliśmy w zamkniętym osiedlu w Tanzanii, zauważyliśmy, że sprzyja to nawiązywaniu więzi międzysąsiedzkich. Kiedy nie ma zbyt wielu rozrywek poza domem, ludzie zaczynają się częściej spotykać. Czas wtedy zwalnia. Dni mijają na pogaduszkach przy kawie, wspólnym gotowaniu, przechadzkach po osiedlu, pływaniu, czytaniu, graniu w bilard lub squasha. Tak samo było w Arabii. Nam to odpowiadało, choć rozumiem, że dla ludzi lubiących bardziej rozrywkowy tryb życia – to nuda.

Oni mieli swoje rozwiązanie. W weekendy Drogą Króla Fahda, czyli przeszło 25-kimoetrowym mostem, jechali do Bahrajnu, odpowiednika Bangkoku na Bliskim Wschodzie. Tańce, hulanki i śpiew trwają tam zawsze do białego ranka. Z wyjątkiem Ramadanu, podczas którego córy Koryntu odsyłane są na miesiąc do ojczyzny, czyli przeważnie krajów Azji Południowo-Wschodniej. A wszystko z obawy, że Saudyjczycy nie byliby w stanie oprzeć się ich pokusie. Z tego powodu w Ramadanie wprowadza się też całkowity zakaz sprzedaży alkoholu.

Aramco czyli największy koncern naftowy na świecie

Te lepsze, zamknięte osiedla przypominają luksusowe ośrodki wypoczynkowe. Mieszkańcy mają tam do dyspozycji odkryte i zakryte baseny, fitness kluby z zumbą, jogą i medytacją, korty tenisowe i do squash, boiska piłki nożnej, sklepy i restauracje.

Osiedle Aramco to miasto w mieście, a raczej państwo w państwie. Żeby się dostać na jego teren, trzeba sprostać procedurze takiej, jak przy przekraczaniu granicy. W środku jest szpital, szkoła, plaża, stadnina koni, a nawet zabronione w królestwie kino. Kobiety mogą tam jeździć samochodami. Wybudowane przez Amerykanów osiedle do złudzenia przypomina osiedla w USA. Aktualnie w Aramco rodzi się już trzecie pokolenie Amerykanów pracujących z dziada pradziada dla koncernu. Dzięki temu, że kilku znajomych było pracownikami Aramco – czyli Aramconami – mieliśmy okazję spędzać tam czasem weekendy albo leniwe popołudnia. Byliśmy nawet w kinie!

Szał zakupów

Saudyjki sporą część wolnego czasu spędzają w galeriach handlowych i salonach piękności, dokąd – wbrew rozpowszechnionym opiniom –  mogą chodzić same, bez męskich opiekunów. Z kolei kawalerowie nie mają wstępu do galerii handlowych w weekendy, chyba, że towarzyszą im kobiety z rodziny (np. siostry albo matki). Zakaz wprowadzono po to, żeby nie rozpraszali innych rodzin robiących zakupy.

Dwoma najbardziej utrudniającymi mi życie w Arabii rzeczami nie był wcale zakaz prowadzenia samochodu przez kobiety, czy przymus noszenia abai. Nie umiałam się przyzwyczaić, że w sklepach odzieżowych nie było przymierzalni dla kobiet, choć dla mężczyzn oczywiście były! Damskie przymierzalnie ulokowane były przy toaletach. Często całkiem eleganckie i przestronne. Co nie zmieniało faktu, że aby przymierzyć ubranie trzeba było najpierw za nie zapłacić, potem przymierzyć w często bardzo oddalonej od sklepu łazience. Jeśli pasowało, to super, ale jeśli nie, to trzeba było prosić o zwrot pieniędzy. Z tym akurat nigdy nie było problemu, bo sprzedawcy byli do tego przyzwyczajeni. Tym sposobem zakupy, które i tak są dla mnie dość nieprzyjemnym obowiązkiem, znacznie się wydłużały i stały się nie do zniesienia. Dlatego ubierałam się za granicą, głównie w Dubaju lub w Polsce.

Drugą niezmiernie irytującą przeszkodą w zakupach było zamykanie sklepów na czas modlitwy. Przerwa trwa od dwudziestu do czterdziestu minut w zależności od długości modlitwy. Ostatnia, wieczorna Isha jest najdłuższa, a wtedy najwięcej osób robi po pracy zakupy. Nieraz utknęłam w supermarkecie z pełnym koszykiem w oczekiwaniu na otwarcie kas. Sklepy to pestka. Zamykane są też apteki, a nawet stacje benzynowe!

Restauracje

Od mojego przyjazdu do Khobaru w 2014 roku wiele się zmieniło, ale nadal wszystkie restauracje mają dwie strefy: tzw. rodzinną dla kobiet (samych albo w męskim towarzystwie) i dla kawalerów. Wiec nawet jeśli powiedzmy dziesięciu mężczyzn wybiera się do restauracji w towarzystwie jednej koleżanki z pracy, będą musieli pójść do strefy rodzinnej.

Do niedawna stoliki były od siebie oddzielone z trzech stron ściankami, natomiast z czwartej wisiała tylko zasłona, żeby kelner mógł podać jedzenie. Jadło się w boksach, trochę jak konie w stajni. Zgaduję, że Saudyjki mogły się czuć w boksach swobodnie, tzn. zdjąć abaję i – przede wszystkim – zasłonę na twarz, niqab. Kelner za każdym razem sygnalizował swe nadejście dzwonkiem zainstalowanym przy wejściu do każdego boksu, żeby kobieta mogła się w porę zasłonić.

Teraz coraz więcej restauracji rezygnuje z boksów, aby przyciągnąć więcej klientów, co wynika z kryzysu ekonomicznego w Królestwie. Istnieją już nawet restauracje, jak moja ulubiona libańska Fairouz Garden, gdzie kobiety mogą siedzieć w ogródku nad morzem. Wcześniej kobietom nie wolno było przebywać w restauracyjnych czy kawiarnianych ogródkach.

W bankach i na lotniskach

W bankach nadal istnieją oddzielne wejścia dla kobiet i mężczyzn. Jako obcokrajowiec zbytnio się tym nie przejmowałam i wchodziłam, gdzie chciałam. Do momentu, gdy zauważyłam, że w części dla kobiet sprawy załatwiało się bez kolejek.

Na lotniskach kobiety mają oddzielną kolejkę do kontroli bezpieczeństwa, dzięki temu przechodzą szybciej. Na lotnisku w Dammam, z którego latałam regularnie, najbardziej dziwiło mnie, że w czasie kontroli bezpieczeństwa nikt nie przejmował się, że miałam w bagażu podręcznym butelkę wody. Saudyjczycy zapewne wiedzieli, że zakaz wnoszenia płynów na pokład samolotu w bagażu podręcznym nie ma  sensu i został wymyślony jedynie po to, by zwiększyć zarobki sprzedawców napojów w sklepach bezcłowych na lotniskach.

Arabia jest inna i przez to mam do  niej sympatię

Wyjechaliśmy z Khobaru, ponieważ Saqib dostał pracę w Nigerii. Chyba dobrze się stało, gdyż inaczej moglibyśmy utkwić w Królestwie na dłużej, tak, jak inni.

Możliwe, że byłam szczęściarą, bo w Arabii nie przytrafiło mi się nic złego, nieprzyjemnego ani niebezpiecznego. Może jestem osobą łatwo przystosowującą się do nowego otoczenia i kultury, gdyż od prawie dziesięciu lat mieszkam poza Europą.  Poza tym nie doskwierał mi brak wieprzowiny, gdyż jako wegetarianka nie jem mięsa. Brak alkoholu też nie był dla mnie problemem, gdyż pijam sporadycznie. Z Saqibem zawsze umieliśmy sobie znaleźć ciekawy sposób na spędzanie wolnego czasu, bo nie mamy wygórowanych wymagań, a do tego jesteśmy bardzo towarzyscy.

Zgoda, życie w Arabii było zupełnie inne od tego, które do tej pory znałam.  Ale czy nie po to właśnie podróżujemy?

Jeśli też mieszkaliście w Arabii i chcielibyście o tym napisać, to zapraszam do wpisów gościnnych. Skontaktujcie się. Zwłaszcza, jeśli macie odmienne doświadczenia, bo przecież wszystko jest względne.

Nasze najpopularniejsze teksty: 

Nasz spontaniczny ślub w Tanzanii

Jak znalazłam pracę w szkole językowej w Wietnamie

O podróżach i o tym że życie jest szukaniem

Osiem najczęściej zadawanych pytań na temat Dubaju

Rozmowa o związkach międzykulturowych i tolerancji

Zrób Celtę i zwiedzaj świat!